Oświadczenie grup kibicowskich Olimpii.
Dodane przez Admin dnia Sierpień 13 2013 15:38:27
Współpraca na linii kibice-klub w polskich ekipach układa się różnie. U nas od czasu, kiedy prezesem został Jacek Bojarowski, nigdy nie mieliśmy problemów z nawiązywaniem pozytywnych kontaktów z władzami klubu. Zawsze udawało nam się dogadać w różnych sprawach, nawet jeszcze w IV, czy III lidze. Sytuacja zaczęła się zmieniać, kiedy na własnym stadionie posadzono nas jak zwierzęta w klatce i traktowano gorzej niż kibiców przyjezdnych. Po wielu rozmowach i obietnicach wydawało się, że doszliśmy do porozumienia. Nasze postulaty o przesunięcie płotu i furtki zostały spełnione, kilku chłopaków dostało specjalne identyfikatory, które ułatwiały im poruszanie się po stadionie, dodatkowo zatrudniona została nowa agencja ochrony, która zachowywała się normalnie, tak jak powinna, nie robiąc problemów o głupoty i do której nie mieliśmy zastrzeżeń. Od początku tego sezonu jednak wszystko wróciło do "normy". Dyrektorem od spraw bezpieczeństwa został właściciel poprzedniej firmy ochroniarskiej "WENA", więc kolesiostwo zadziałało i jego agencja ochrony została zatrudniona z powrotem. Wszelkie granice zostały przekroczone na meczu z Puszczą Niepołomice, kiedy jeden z ochroniarzy nie krępując się niczym, zagroził pobiciem naszemu wychowankowi i bramkarzowi (cyt. "zajebię ci w ryj), kiedy ten chciał przejść z wodą dla chłopaków od podawania piłek. Jakby tego było mało, znowu byliśmy wypuszczani z sektora po 2 osoby, nie pozwalano nam chodzić do budki z cateringiem, a rzeczy zakupione u hostess chodzących po stadionie podawano nam przez kraty, jak we więzieniu! Kolejnym absurdem jest zakaz wychodzenia na tartan w celu wywieszenia flag, chociaż mieliśmy ugadane z władzami klubu, że wyznaczone osoby, lub te z plakietkami będą mogły te flagi wieszać. Chłopakom, którzy posiadali plakietki, żeby ogarniać pewne sprawy, także zabroniono swobodnego poruszania się po stadionie (chociaż po to właśnie te identyfikatory dostali!). Jak widać, pełnię władzy w klubie przejęła ochrona, a działacze dają na to przyzwolenie. W takim wypadku nie damy się traktować jak podludzie na własnym stadionie i dopóki nie zmieni się ochrona, to zorganizowanego dopingu na meczach I ligi w Grudziądzu nie będzie, a mecze te będą przez nas bojkotowane. Będziemy pojawiać się tylko na wyjazdach i na meczach rezerw w V lidze. Po tym jak zostaliśmy kilka razy oszukani, nie zamierzamy także brać udziału w żadnych spotkaniach i rozmowach z zarządem. Nikt nie będzie udawał, że pada deszcz, kiedy pluje się nam prosto w twarz!

Rozszerzona zawartość newsa
Współpraca na linii kibice-klub w polskich ekipach układa się różnie. U nas od czasu, kiedy prezesem został Jacek Bojarowski, nigdy nie mieliśmy problemów z nawiązywaniem pozytywnych kontaktów z władzami klubu. Zawsze udawało nam się dogadać w różnych sprawach, nawet jeszcze w IV, czy III lidze. Sytuacja zaczęła się zmieniać, kiedy na własnym stadionie posadzono nas jak zwierzęta w klatce i traktowano gorzej niż kibiców przyjezdnych. Po wielu rozmowach i obietnicach wydawało się, że doszliśmy do porozumienia. Nasze postulaty o przesunięcie płotu i furtki zostały spełnione, kilku chłopaków dostało specjalne identyfikatory, które ułatwiały im poruszanie się po stadionie, dodatkowo zatrudniona została nowa agencja ochrony, która zachowywała się normalnie, tak jak powinna, nie robiąc problemów o głupoty i do której nie mieliśmy zastrzeżeń. Od początku tego sezonu jednak wszystko wróciło do "normy". Dyrektorem od spraw bezpieczeństwa został właściciel poprzedniej firmy ochroniarskiej "WENA", więc kolesiostwo zadziałało i jego agencja ochrony została zatrudniona z powrotem. Wszelkie granice zostały przekroczone na meczu z Puszczą Niepołomice, kiedy jeden z ochroniarzy nie krępując się niczym, zagroził pobiciem naszemu wychowankowi i bramkarzowi (cyt. "zajebię ci w ryj), kiedy ten chciał przejść z wodą dla chłopaków od podawania piłek. Jakby tego było mało, znowu byliśmy wypuszczani z sektora po 2 osoby, nie pozwalano nam chodzić do budki z cateringiem, a rzeczy zakupione u hostess chodzących po stadionie podawano nam przez kraty, jak we więzieniu! Kolejnym absurdem jest zakaz wychodzenia na tartan w celu wywieszenia flag, chociaż mieliśmy ugadane z władzami klubu, że wyznaczone osoby, lub te z plakietkami będą mogły te flagi wieszać. Chłopakom, którzy posiadali plakietki, żeby ogarniać pewne sprawy, także zabroniono swobodnego poruszania się po stadionie (chociaż po to właśnie te identyfikatory dostali!). Jak widać, pełnię władzy w klubie przejęła ochrona, a działacze dają na to przyzwolenie. W takim wypadku nie damy się traktować jak podludzie na własnym stadionie i dopóki nie zmieni się ochrona, to zorganizowanego dopingu na meczach I ligi w Grudziądzu nie będzie, a mecze te będą przez nas bojkotowane. Będziemy pojawiać się tylko na wyjazdach i na meczach rezerw w V lidze. Po tym jak zostaliśmy kilka razy oszukani, nie zamierzamy także brać udziału w żadnych spotkaniach i rozmowach z zarządem. Nikt nie będzie udawał, że pada deszcz, kiedy pluje się nam prosto w twarz!